Sternik smoczej łodzi

Dragon_boat_racing_in_Hong_Kong_with_credits

Jestem sternikiem smoczej łodzi… Nie, to nie jest przenośnia służąca jako wstęp do jakiegoś filozoficznego wpisu. Ja naprawdę jestem sternikiem smoczej łodzi i mam nawet na to papier 🙂 A swoją drogą, wpis i tak będzie filozoficzny, jak zwykle 🙂

Co to w ogóle jest smocza łódź?

Jak widać na załączonym obrazku, to taka długa łódź, która z przodu ma głowę smoka. Zaraz za nią, siedzi bębniarz, którego głównym zadaniem jest… bębnienie 🙂 Ale takie rytmicznie, nie jak Pan Staszek z Panem Zbyszkiem w remizie po pracy :). Rytm ten potrzebny jest wioślarzom rozmieszczonym regularnie wzdłuż obu burt, czyli głównej sile napędowej… tego cyrku :). Żeby łódź płynęła do przodu ruchem jednostajnym prostoliniowym, albo najlepiej jednostajnie przyspieszonym (ucz się fizyki 😉 ), każdy musi machać wiosłem tak samo i w tym samym momencie, zgodnie z rytmem bębna. Za to z tyłu łodzi, jest właśnie miejsce dla sternika, który stoi lub siedzi i steruje za pomocą bardzo długiego wiosła. I to właśnie bywała dawniej moja rola… choć nie tylko to 😉

Smocze łodzie tradycyjnie wykorzystuje się do różnych celów w niektórych rejonach Azji. W pozostałych częściach świata używane są głównie do rekreacyjnych wyścigów, które świetnie sprawdzają się jako zajęcia integracyjne dla grup. To współpraca, rywalizacja oraz dużo emocji, a na koniec wszyscy wychodzą mokrzy i zadowoleni. 😉

I takimi właśnie wyścigami zajmowałem się przez jakiś czas, czasem nawet kilka razy w tygodniu. Pracowałem wtedy dla firmy, która oferowała między innymi integrację na smoczych łodziach. Jednak nie wyglądało to do końca tak, jak na załączonym obrazku. Głównie dlatego, że tamte smocze łodzie nie miały smoczych głów. 🙁 Trzeba je było odczepić z powodów bezpieczeństwa (a właściwie niebezpieczeństwa 😉 ), bo podobno zbyt wielu sterników nie widziało przez nie dokąd płynęli i zdarzało im się, że łódź wbijała się w pomost lub w coś innego (kto ich szkolił? 🙂 ). Poza tym, nie było też bębniarza. Wyścigi odbywały się bowiem na dość spokojnej wodzie w cichej i malowniczej okolicy… pełnej domków jednorodzinnych. Okoliczni mieszkańcy, delikatnie mówiąc, nie przepadali za tą atrakcją i dawniej ciągle narzekali na hałas… Więc ktoś w końcu podjął decyzję o usunięciu bębnów z łodzi.

Skąd więc moi wioślarze wiedzieli kiedy wiosłować? No właśnie nie wiedzieli. Dlatego poza sterowaniem, musiałem też w kółko krzyczeć „in!” oraz „out!”. Zresztą nie tylko ja… Każdy inny sternik robił to samo, a mieliśmy 4 lub 5 łodzi. Tak więc ostatecznie nasi sąsiedzi zamienili codzienne „łubudubu” na grupę drących się głosów :). A ja nie dość, że robiłem swoją robotę, to jeszcze i robotę bębniarza (człowiek – orkiestra 😉 ), choć ani mi za to więcej nie płacili, ani też nie dali kolejnego certyfikatu… A szkoda… „Bębniarz smoczej łodzi” – to brzmi dumnie 🙂

Czasem dostawałem kogoś do pomocy, kto miał siedzieć z przodu i krzyczeć za mnie. Ale były to zwykle albo osoby w ogóle niewykwalifikowane (to znaczy bez certyfikatu z bębnienia, albo chociaż z krzyczenia 😉 ), więc nie wiedziały co robić, albo miały beznadziejne poczucie rytmu i tylko myliły wioślarzy. I tylko czasem wyglądały jak smoki, więc naprawdę marny z nich był pożytek. 🙂

BDA_Dragon_boat_basic_helm_certificate_

Mój certyfikat sternika zdobyłem za darmo. Zapłaciła za niego firma, w której pracowałem. Więc czemu miałbym się nie zgłosić na taki kurs? Takie właśnie podejście jest, moim zdaniem, bardzo ważne w rozwoju osobistym i zawodowym. Bo nigdy nie wiesz, co będziesz robić w przyszłości, więc jeśli jest jakaś okazja, to z niej po prostu skorzystaj. Jeśli czytając to myślisz, że to oczywiste, to rozejrzyj się dookoła. Popatrz na swoich znajomych i przyjaciół. Czy oni faktycznie wykorzystują każdą szansę, która przed nimi stoi? Czy faktycznie zauważają każdą okazję, która na nich czeka?

Kiedyś byłem instruktorem harcerskim, a więc działałem w polskim skautingu. Od początku istnienia tego ruchu, jednym z jego najważniejszych haseł było „Be Prepared”, a więc „Bądź Gotów”. Skoro nikt nie wie, co się w przyszłości wydarzy, to warto być gotowym na wszelkie ewentualności. I nie chodzi mi o robienie zapasów na zimę stulecia w Anglii (czyli taką, gdy faktycznie spadnie trochę śniegu), czy też naukę strzelania na wypadek inwazji kosmitów. Chodzi o sprawy bardziej przyziemne, jak nauka języków, zdobywanie nowych umiejętności, robienie darmowych kursów czy zdobywanie najprzeróżniejszych kwalifikacji na koszt pracodawcy.

Bo im więcej masz umiejętności i kwalifikacji, tym więcej jest dziedzin, w których możesz pracować i jakoś się odnaleźć. Masz też generalnie więcej tematów do rozmów z innymi, więc polepsza się Twoje życie towarzyskie. Rozmowy na różne niecodzienne tematy przydają się także w biznesie, kiedy na przykład chcesz przełamać lody z nowymi klientami. Poza tym, niektórym taki ciągły samorozwój imponuje, więc możesz mieć wyższą pozycję społeczną, a przez to jeszcze więcej szans. Na dodatek, niektórzy będą pokazywać Cię jako przykład lub wzorzec, dzięki czemu będziesz mieć szansę motywowania innych oraz pomagania im.

Nie raz słyszałem od znajomych lub klientów, że ja to mam papier na wszystko i generalnie mi się powodzi, a w dodatku mi jest łatwiej, bo znam dobrze angielski. Faktycznie, mam dużo kwalifikacji z różnych dziedzin i sternik smoczej łodzi to wbrew pozorom nie jest najdziwniejszą z nich. Jestem jeszcze między innymi instruktorem strzelania z łuku (może się przydać podczas wspomnianej już inwazji kosmitów 😉 ) oraz nawet instruktorem jazdy rowerem górskim po terenie nizinnym… (mój ulubiony certyfikat 🙂 ). Ale to nie tak, że mi się jakoś szczególnie powodzi. Ja po prostu ciągle świadomie się rozwijam i podejmuję decyzję na temat mojej przyszłości. Staram się być gotowy na różne scenariusze. A języka angielskiego, co prawda, uczyłem się dawniej w Polsce, ale gdy tu przyjechałem było on bardzo słaby. Nie odbiegał od polskiej średniej krajowej, więc nie miałem wcale łatwiej niż inni.

Ja jednak od początku rozumiałem, że aby coś w UK osiągnąć, język będzie niezbędny, więc bez wymówek uczyłem się go w codzienności i to każdego dnia. Po kilku latach osiągnąłem taki poziom, że mogłem się bez problemu zapisać na mój pierwszy kurs językowy – kurs dla nauczycieli angielskiego :). I tak oto dziś uczę innych.

Wszystko, do czego doszedłem, zawdzięczam nie szczęściu, a codziennym świadomym decyzjom i wykorzystywaniu szans, które przede mną stały. Wymaga to jedynie determinacji i cierpliwości. Jeśli chcesz zacząć pracować nad swoją karierą i czujesz, że potrzebujesz wsparcia, to teraz już wiesz, do kogo się możesz zgłosić. Pomaganie ludziom takim jak Ty, to moja codzienna praca.

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

nineteen − four =